wtorek, 14 kwietnia 2015

Baekyeol - Summer Love part 2/2



 
   Ciche mruknięcie wydobyło się z jego ust, kiedy przekręcił się na drugą stronę w swoim łóżku, zakopując się zdecydowanie mocniej w kołdrze, pomimo cholernie wysokiej temperatury panującej w ich pokoju. Nie przeszkadzało mu nawet to, że kropelki potu skleiły mu włosy na czole. Czuł się błogo.

  Ale nie wiedział dlaczego. Jedyne co teraz do niego docierało to to, że jest wcześnie, ponieważ słońce wisiało jeszcze nisko na niebie kiedy otworzył oczy, patrząc prosto przez szybę balkonu na plażę. Bolało go praktycznie wszystko, jednak nawet to nie potrafiło odebrać mu już cudownego humoru, rozpoczętego według jego budzika o 7:10 rano, na Teneryfie.

  Dopiero później zorientował się że nie leży w swoim łóżku, a w łóżku nikogo innego jak Chanyeola. Czując jak zaczyna powoli tracić oddech, nieudolnie próbując przywołać wspomnienia z wczorajszego wieczoru czy nawet nocy, podniósł się do pozycji siedzącej. Zgarnął mokre włosy z czoła, spojrzeniem przeczesując pokój. Nie wiedział gdzie jest Chanyeol, co tylko bardziej go zdenerwowało. Nie powinien pić, mógł zrobić coś zupełnie głupiego, jak pieprzenie jakiś głupot swojemu przyjacielowi, czy nawet komukolwiek innemu. Nie, to do niego nie docierało.

  Spróbował pohamować zawroty głowy, towarzyszące w podnoszeniu koszulki którą wczoraj zostawił na ziemi, przed wyjściem na basen. Chciał się dowiedzieć wszystkiego od Chanyeola, prawdopodobnie tylko on z ich dwójki był trzeźwy, i powinien go uspokoić przed tym, o czym tak zawzięcie nie chciał myśleć. Ale nie było go w pokoju, więc może być dosłownie wszędzie, nie ułatwiając tym samym Baekhyunowi dowiedzenia się wszystkiego, co zrobił dzisiejszej nocy. 

  Suszył włosy w jasnej, przestrzennej łazience, stojąc przed dużym lustrem w samym ręczniku owiniętym wokół bioder. Musiał wziąć chłodny prysznic który zmyłby wszystko, nawet to, czego nie wiedział o dzisiejszych wydarzeniach. Poczuł w pewnym stopniu ulgę kiedy zimna woda spływała po jego ciele, tworząc naprawdę przyjemne dreszcze. Włosy pachniały bardzo intensywnie brzoskwinią za sprawą hotelowego szamponu, którego klienci chętnie wyprowadzali do swoich domów. Nadal nie mógł pozbierać myśli, czuł się jak małe, zagubione dziecko w Disneylandzie, które zgubiło swoich rodziców i nie może się odnaleźć wokół obcych twarzy ludzi, którzy je mijali, mierząc zaciekawionym wzrokiem.


~||~

  Schodził na dół, długimi, krętymi schodami. Nie wiedział gdzie może znaleźć swojego przyjaciela, nie miał bladego pojęcia gdzie mógł się zaszyć. Zawsze uciekał od problemów, nigdy nie stawiał im czoła gdyby się go do tego siłą nie zmusiło, tylko że to zazwyczaj Baekhyun był tym, który go w tym wspierał. Nigdy nie był przyczyną jego strachu.
Do dziś.

  Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to Chanyeol przed nim ucieka. Musiało się wydarzyć coś konkretnego, coś, co naprawdę bardzo go dotknęło albo przestraszyło. I właśnie ta niewiedza cholernie irytowała Baekhyuna, sprawiając, że i jego powoli ogarniał strach. A nie chciał tego czuć i odpychał go zawzięcie całym sobą, tłumacząc, że nic złego wydarzyć się nie mogło.

  Zauważył siedzącą przy stole w holu Sojin, zawzięcie szkicowała coś na kartce, nie zwracając na nikogo uwagi. Domyślał się, że być może ona będzie jedyną osobą, która będzie wiedziała gdzie wcięło tego plastusia.

–  Sojin  –  mruknął niezadowolony, stając obok niej. 

  Podniosła na niego wzrok błękitnych oczu, równających się z oceanem który ich otaczał. Naprawdę była ładna, pomyślał.

–  Słucham?  –  podniosła jedną brew do góry, patrząc na niego uważnym wzrokiem. Nie lubili się zbytnio, więc mógł się domyślać że to było dla niej zaskoczeniem, iż tak po prostu do niej podszedł i zagadał. Chociaż nie, nie miał zamiaru rozmawiać o tym, która sukienka bardziej pasuje do otoczki piasku i wody. Chciał się dowiedzieć gdzie jest Chanyeol i później ładnie się ulotnić przez główne wyjście.

–   Widziałaś może Chanyeola?

  Zmarszczył brwi na jej uśmiech, kiedy tylko padło imię tego idioty. Miał ochotę coś jej powiedzieć, ale zacisnął mocniej usta kiedy tylko o tym pomyślał. Nie chciał niepotrzebnych problemów, wystarczająco miał teraz na głowie.

–  Widziałam.

~||~  

  Słońce wcale mu nie umilało zdecydowanie zbyt długiego marszu ścieżką, w stronę jednej z restauracji położonych na północnej stronie wyspy. Gdyby tylko była możliwość spisania wszystkich epitetów, jakie wymyślił w swojej głowie na temat osoby Chanyeola, kiedy szedł już 40 minut tą cholerną drogą, to zajęłoby to mniej-więcej ilość stron spisanych w Biblii.

  Dowiedział się od Sojin, że ten idiota, "jako ucieczkę od własnych myśli" postanowił robić dziś za darmo w tej pieprzonej restauracji. Czasami nie mógł się nadziwić nad jego głupotą, zupełnie tak jakby patrzył na jakiś tani program rozrywkowy w telewizji. Nigdy by nie pomyślał że Chanyeol będzie przed nim uciekać, a on nie będzie wiedział dlaczego, żyjąc w tej małej niewiedzy. Czuł się jakby ktoś wokół niego postawił szklaną otoczkę, a Yeol jedyną opcją na jego ratunek. Momentami tracił całą wiarę w tego człowieka.

  Ale była też i druga strona medalu. Był on zdecydowanie kimś wyjątkowym dla niego, ale nie potrafił zdefiniować kim. Do tej pory myślał, że to tylko najlepszy przyjaciel, ktoś, kto będzie Ci oddawał swoją zużytą gumę prosto z buzi, kiedy ty zapalisz nielegalnie papierosa podczas przerwy w szkole, żeby nauczyciele Cię nie przyłapali. Jednak ostatnio było między nimi inaczej, zdecydowanie za dużo nieprzemyślanych symboli oraz zachowań, czegoś, co ciężko było Baekhyunowi zidentyfikować, pomimo tego że bardzo chciał. To było trochę jak patrzenie na coś z zawiązanymi oczami, wiesz, że coś przed Tobą jest, ale nie wiesz co przez materiał ograniczający Ci wzrok. Męczyło go to, a miał wrażenie że tylko Chanyeol potrafi rozwiązać tę zagadkę, której praktycznie sam był powodem. Głupi plastuś.

  Odetchnął z ulgą widząc białe parasole, które były delikatnie targane przez wiejącą bryzę. Czuł jak się cały lepi od potu, zbierając grzywkę przylepioną do czoła. Zdecydowanie zła pogoda na urządzanie sobie takich kilometrowych wycieczek, ale on się poświęcał dla tego idioty, który się go bał. Nic na to nie mógł poradzić.

  Pchnął szklane drzwi, z ulgą wypuszczając powietrze z płuc. Było tutaj przyjemnie chłodno, cała sala była utrzymana w drewnianych oraz białych elementach. Na ścianach wisiały duże obrazy, przy stolikach cicho rozmawiali ze sobą ludzie. Wszystko to tworzyło naprawdę przyjemny klimat, i gdyby tylko mógł to by usiadł i popijając zimną colę z lodem, odpoczął, ponieważ nogi odmawiały mu powoli posłuszeństwa.

  Zmierzył wzrokiem wysoką szatynkę, ubrany w biały fartuch oraz bluzkę z dużym dekoltem. Skrzywił się na ten widok, zdecydowanie nie był fanek bluzek które więcej odsłaniały niż zasłaniały. Może to nie był ten typ faceta który szaleje za takim czymś,  nigdy w zasadzie nie pociągały go kobiece kształty, wolał jak dziewczyna była... płaska. Chociaż nawet takie go nie pociągały i przez to, że był taki wybredny nigdy nie miał dziewczyny, wieczne życie samotnika z pewnością jak najbardziej mu odpowiadało.

–   Przepraszam bardzo  –  podrapał się po karku kiedy się do niego odwróciła.  – Czy wie Pani może gdzie mogę znaleźć taką kłodę na nogach o imieniu Park Chanyeol?

  Dźwięczny śmiech dziewczyny rozległ się po całej restauracji.


–  Oczywiście  –  odpowiedziała, wskazując palcem na duże, metalowe drzwi.  –  Jest na zapleczu. Swoją drogą bardzo pomocna ta kłoda na nogach  –  uśmiechnęła się, a chwilę później patrzył jak odchodzi.


~||~

  W środku było zimno, wszędzie walały się sterty kartonów, kabli, pustych opakowań. Całe pomieszczenie było oświetlone jedynie przez słabe światło, wpadające do pokoju przez małe okienko, umieszczone na samej górze ściany. Obiecał sobie, że jeżeli tylko go dopadnie, najpierw zażąda wyjaśnień, a dopiero później wrzuci do jednej z zamrażalek za jego nieopisaną głupotę. Naprawdę.

  Odetchnął głęboko kiedy zauważył jego postać wychodzącą z bocznych drzwi. W rękach niósł masę kartonów, tak, że niektóre prawie mu pospadały. Miał na sobie białą koszulę, czarne spodnie, oraz tak jak każdy tutaj - biały fartuch. Domyślał się że robi jako kelner, ponieważ kiedy raz został u niego na noc, i miał zrobić spaghetti, skończyło się na tym że spalił makaron, wlał za dużo wody do sosu, i zamiast wymieszać go łyżką to użył miksera, w efekcie brudząc cała kuchnię pomarańczową papką. Był naprawdę niezłą sierotą, ale to w nim Baekhyun uwielbiał. Tym samym był naprawdę uroczy.
  On nie może być dla Ciebie uroczy, Baekkie.
  Kiedy odłożył wszystkie pudła na ziemię w końcu go zauważył. Baekhyun poczuł jak po jego ciele przebiega dreszcz, nigdy nie widział takiego spojrzenia, które byłoby w stanie sparaliżować go doszczętnie. Chciał na niego nakrzyczeć, skarcić, wszystko, ale w tamtym momencie tylko stał i się na niego patrzył, czując jak odbiera mu mowę, kiedy tylko zauważył malinkę na jego szyi, którą marnie próbował ukryć za kołnierzem koszuli. Wziął głęboki wdech, obserwując jak Chanyeol zaciska mocniej usta i chowa dłonie do kieszeni spodni.

–  Jak mnie znalazłeś?  –  mruknął niezadowolony, odwracając wzrok. Poczuł się jakby ktoś go spoliczkował.

– Sojin wie wszystko  odpowiedział drżącym głosem. Zdecydowanie zrobiło się za gorąco.    Dlaczego przede mną uciekłeś?    wyrzucił z siebie, mocniej zaciskając dłonie w pięści. Tracił powoli nad sobą panowanie.

  Cisza.

–  Odpowiedz mi  –  zażądał, podchodząc bliżej.  – Powiedz mi, co takiego się wydarzyło w nocy że postanowiłeś mnie unikać cały dzień. 

  Znowu cisza. Czuł jak powoli pękają granice jego cierpliwości.

–  Kurwa jego jebana mać, Park Chan...

  Przerwał mu, łapiąc go mocno za nadgarstek i przyciskając do ściany. Jęknął głośno, kiedy uderzył głową o twardą powierzchnię. Nie tego się spodziewał zdecydowanie. Był tak blisko że był w stanie policzyć wszystkie plamki na jego źrenicach oraz czuć zapach mięty z jego ust. Co on do jasnej cholery wyprawiał?

–  Naprawdę chcesz, żeby opowiedział Ci wszystko ze szczegółami?    warknął, patrząc na niego zbyt przeszywającym spojrzeniem. Po raz pierwszy czuł, że to on dominuje, ten plastuś który zawsze bał się odezwać. Dziwiła go nawet jego siła, kiedy przyciskał go do chłodnej ściany, prawie stykając swój nos z jego.

  Kiwnął tylko głową, głośno przełykając ślinę. 

–  Zapewne pamiętasz jak wczoraj na basenie się spiłeś tylko dwoma drinkami    mówiąc to, uniósł lekko kąciki ust, przekrzywiając głowę na bok.     Znalazłem Cię wtedy w parku niedaleko basenu z Yuri, i chyba niechcący spławiłem Ci laskę, ale niezbyt się tym przejąłeś.

  O czym on do jasnej cholery mówi? 

 –  Ale wtedy zrobiłeś się naprawdę bardzo uroczy, Baekkie  –  nabrał głośniej powietrza kiedy zbliżył swoje usta do jego ucha. Nigdy nie czuł się jeszcze bardziej sparaliżowany, nigdy czegoś takiego nie czuł.    Powiedziałeś, że mamy iść do hotelu, a ja pomimo tego, iż wiedziałem że jesteś pijany - zgodziłem się. Chociaż wtedy mogłem Cię mieć.

  Baekhyun zacisnął mocniej dłonie w pięści, próbując złapać się rzeczywistości, kiedy Chanyeol złożył mokry pocałunek na jego szyi. Był po prostu zbyt zdezorientowany by zrozumieć cokolwiek, wiedział tylko że robi coś bardzo złego.

  Ale podobało mu się to. Podobało mu się to jak Chanyeol na niego patrzy. Jak się uśmiecha. Jak oblizuje usta na jego widok. Jak pokazuje, że to w końcu on może rządzić. Sposób w jaki wymawia jego imię. To nigdy nie miało znaczenia i prawdopodobnie Baekhyun by nawet tego nie odnotował jako coś niezwykłego. Ale wtedy przypomniało mu się to, jak Yeol wtulał się w niego kiedy zasypiał z nim w jednym łóżku pod pretekstem obejrzenia jakiegoś filmu. Jak łapał go za rękę, próbując udawać że to na żarty. Wszystko zauważał przez pryzmat ich wieloletniej przyjaźni.

  I nigdy by nie zauważył tego że Chanyeol jest w nim najzwyczajniej w świecie zakochany.
–  Mówiłeś naprawdę dużo, Byun    szepnął. Był w stanie wyczuć jego ironiczny uśmiech.  –  Na przykład to, że lubisz sposób, w jaki Cię dotykam.  –  przejechał dłonią po jego plecach, a Baekhyun miał ochotę go kopnąć za to, do jakiego stanu go doprowadza. Miał ochotę się rozpłakać, uciec. –  Albo to, że gdy zasypiasz, to wyobrażasz sobie to, że jestem obok Ciebie.

  Chciał krzyknąć kiedy jego duża dłoń zawędrowała na jego tyłek.

–  To  –  odsunął się, wskazując palcem na czerwony znak na jego szyi.  –  To też Twoje dzieło. Ładne, co?

–  Bardzo  –  szepnął, nie spuszczając wzroku z malinki. To się nie wydarzyło naprawdę.


–  Pewnie się zastanawiasz czy mnie pocałowałeś  –  zaśmiał się cicho, spuszczając głowę. Czuł jak napływają mu łzy do oczu.   Nie, ponieważ Ci na to nie pozwoliłem. Wiedziałem, że robisz to tylko pod wpływem alkoholu, a gdybym Ci wtedy pozwolił, zniszczyłbym sam siebie. Widzisz, zauważyłeś że zawsze chcę tego, czego mieć nie mogę. W wieku 12 lat pragnąłem mieć statek i zwiedzić świat, ale problem był w tym, że panicznie bałem się wody. Zawsze chciałem lecieć samolotem, ale miałem lęk wysokości, i dopiero wtedy kiedy ta szczenięca radość minęła miałem okazję lecieć tutaj. Chciałem mieć koalę, willę z basenem, super samochód, masę pieniędzy. Ale najważniejszą rzeczą którą chciałem mieć, a nie mogłem, byłeś Ty. Chciałem żebyś kiedyś pokochał mnie tak bardzo jak ja Ciebie, bez względu na wszystko. Pragnąłem być Twoim powodem do szczęścia, chciałem żebyś mnie przytulał, całował, chciałem żebyśmy razem robili masę głupich rzeczy. Ale musiała mi wystarczyć przyjaźń, próbowałem się do Ciebie zbliżyć chociaż pod byle pretekstem. Zbyt bardzo mi zależało na Tobie i twoim szczęściu, nadal tak jest, bardziej niż na sobie. To jest jak widzieć księżyc, możesz go podziwiać ale nigdy na nim nie staniesz. Z księżycem można porównać też to, że ja nim jestem, a ty jesteś jak słońce. Ktoś kiedyś powiedział "kocham cię tak mocno jak księżyc słońce". Może to zabrzmi banalnie ale ty nim jesteś i nie potrafiłbym zniszczyć Twojego życia, chociaż domyślam się, że właśnie w tym momencie to robię. Nawet nie wiesz jak bardzo tego żałuję. Ale gdybym miał z Ciebie zrezygnować, to bym się poddał. A ja się nigdy nie poddaję. Tak bardzo Cię przepraszam...

  Nie zorientował się nawet kiedy łzy zaczęły spływać po jego policzkach. Czuł się jak zbite lustro, jakby ktoś go rozbił na milion kawałków. Nie chciał tego słyszeć, nie chciał tego wiedzieć. Chciał zapomnieć.
  
  Wiedział, że w tym momencie kłamie. Po prostu się bał. Bał się czegoś, przed czym tak zawzięcie się bronił przez całe życie, jak dziecko. Ciężko mu było to wszystko zauważyć, ale widział chociaż w jakimś stopniu. Bolało go to, że nie potrafi powiedzieć tego na głos. Tego, że ma się nie czuć winny, że to wcale nie tak. Może zabrzmi to banalnie, ale dopiero kiedy Chanyeol otworzył mu oczy, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo jest dla niego ważny. Już dawno przekroczyli barierę przyjaźni, ale bynajmniej on próbował sobie wmówić to, że to jest normalne. Nieudolnie, bo w końcu się poddał.
  
  Park Chanyeol był nadpobudliwy. Cierpiał na ADHD, chudość oraz patyczakowatość. Miał duże, odstające uszy, niezwykle czarujący uśmiech i był posiadaczem wyjątkowo ładnych oczu. Park Chanyeol był dzieckiem, cieszył się z każdej najmniejszej rzeczy, zarażając wokół wszystkich swoim pozytywnym nastawieniem do świata. Miał niezwykle urokliwy śmiech, piszczący jak u 7 latki. Był obrażalski oraz wrażliwy, kochał mangę oraz anime, Elvisa Presley'a, lubił jeść w łóżku i słuchać głośno muzyki. Uwielbiał chodzić późno spać, wtulając się mocno w Baekhyuna kiedy tylko miał na to okazję. Uwielbiał wstawać późno, lubił spać. Chrapał przez sen oraz mówił, często prowadząc niezrozumiałe dialogi z kimś wyimaginowanym. Robił wiele głupich rzeczy i uważał się za twardziela, ale kiedy przyszło się mu zmierzyć z wężem w akwarium, uciekł z płaczem a później Baekhyun musiał go uspakajać. Ale to był jego Chanyeol, osoba która nieodwołalnie podbiła jego serce. Był edycją limitowaną, losem na loterii który Baekhyun wygrał. Dopiero teraz docierało do niego to, jak wielką rolę dla niego odgrywa. Jak bardzo mu na nim zależy.
  
  Dopiero teraz dotarło do niego to, że jest w nim najzwyczajniej w świecie zakochany. I może stąd właśnie wynikało jego nastawienie do Chanyeola.
  
  Uśmiechnął się lekko, łapiąc go za podbródek. Siłą zmusił swojego przyjaciela żeby na niego spojrzał, co go bolało, ale nie przestawał się uśmiechać. Zgarnął opadającą grzywkę na jego oczy. Czuł się przy nim taki mały, kiedy ten patrzył na niego z góry.

–  Pocałuj mnie, Park. Dłużej czekał nie będę.
  
  Zauważył jak otwiera szerzej oczy, by po chwili niepewnie się uśmiechnąć. Był taki wrażliwy, pomyślał. Delikatnie dotknął jego policzka, przybliżając swoje usta do jego ust. Nienawidził tego, jak się waha, a w tym momencie poczuł to nad wyraz wyraźnie. Objął swoimi długimi palcami jego karki i wpił się w jego usta, mocno, zachłannie.

  Nie miał bladego pojęcia do czego można porównać smak ust Yeola. Był jak mieszanina truskawek, cukru pudru, mięty oraz czegoś jeszcze, ale nie wiedział czego. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy próbował dostać się do środka językiem, a on mu na to nie pozwolił. Nie chciał dać za wygraną, nawet wtedy kiedy mocniej obejmował go w pasie i przyciskał do siebie.

  
  Dopiero w momencie kiedy jego duża dłoń ścisnęła jego tyłek, jęknął głośno tym samym umożliwiając wsunięcie języka Yeola do swoich ust. Musiał uczepić się mocniej jego ramion, jeżeli nie chciał osunąć się niekontrolowanie po ścianie. Dziwiło go to, jak bardzo silny Chanyeol jest, i jak wiele ma w sobie namiętności.
  
  Oddychał szybko i głęboko, czuł jak kręci mu się w głowie. Było to porównywalne z kacem, pomyślał, oddając ostatni pocałunek.
–  Czy teraz należysz do mnie, a ja do Ciebie, Byun?  –  szepnął mu prosto w usta.

2 komentarze:

  1. Rzucam miłością. Czy określenie "kochane" będzie trafne? Normalnie kocham baekyeola, to oni sprawiają, że cały czas się uśmiecham <3 No po prostu miód na me serce i oczy :D Kocham takie fluffiaste shoty, bo na serio sprawiają, że się uśmiecham :D
    Poza tym to był baekyeol, którego wielbię ponad wszystko. Życzę duuużo weny i nie brak pomysłów :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba umarlam;_____; to takie xjgxhzxjujzhzjjzz ;____;

    OdpowiedzUsuń

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://hlangos.blogspot.com/2015/04/baekyeol-summer-love-part-22.html